Jak dokładnie przebiegła ta pierwsza amatorska łączność transatlantycka z 1923 roku

… i jakiego sprzętu użyli operatorzy?

To była jedna z tych nocy, które na zawsze zmieniły układ sił w świecie radiokomunikacji. Łączność z 27 listopada 1923 roku nie była dziełem przypadku, lecz efektem starannego planowania, inżynierskiego sprytu i odrobiny buntu przeciwko ówczesnym „prawdom objawionym” fizyki.

Głównymi bohaterami tej historii byli trzej radioamatorzy:

  • Léon Deloy (znak wywoławczy 8AB) – nadający ze swojego domu w Nicei we Francji.
  • Fred Schnell (znak wywoławczy 1MO) – odbierający i nadający z West Hartford w stanie Connecticut (USA).
  • John Reinartz (znak wywoławczy 1XAM) – genialny konstruktor z USA, którego sprzęt i pomoc odegrały kluczową rolę.

Dobre planowanie i „tajna broń” – czyli długość fali

Wszystko zaczęło się latem 1923 roku, kiedy Léon Deloy odwiedził USA podczas zjazdu amerykańskiej ligi radioamatorów (ARRL). Deloy spotkał się tam ze Schnellem i Reinartzem. W tamtym czasie amatorzy byli zepchnięci na fale o długości 200 metrów, ale ta trójka postanowiła zaryzykować i zejść jeszcze niżej – na falę 100 metrów (ok. 3 MHz). Uważano to wtedy za czyste szaleństwo i pasmo „ślepe”.

Po powrocie do Francji Deloy zabrał się za przebudowę swojej stacji. Zamiast starych, brudnych sygnałów iskrowych, cała trójka postanowiła użyć czystej fali ciągłej (CW), generowanej przez nowoczesne (jak na tamte czasy) lampy elektronowe.

A teraz najważniejsze: jakiego sprzętu użyli?

  • Nadajnik (Léon Deloy – 8AB): Był to układ oparty na dużych lampach nadawczych o mocy około 1 kilowata. Ciekawostką jest to, że Deloy nie miał dostępu do dobrego prądu stałego o wysokim napięciu, więc jego nadajnik był zasilany surowym prądem zmiennym (AC) o częstotliwości 25 herców. Przez to jego sygnał telegraficzny nie brzmiał jak czysty, gładki pisk (jak w dzisiejszych radiach), ale jak potwornie chrapliwy, niski warkot. paradoksalnie to pomogło – ten specyficzny dźwięk rewelacyjnie przebijał się przez zakłócenia atmosferyczne (QRN).
  • Odbiornik (Fred Schnell – 1MO): To była prawdziwa gwiazda tej operacji. Schnell używał sprzętu zaprojektowanego przez Johna Reinartza. Był to specjalnie zestrojony odbiornik reakcyjny (regenerative receiver). Układ Reinartza był absolutnym przełomem, ponieważ pozwalał na niezwykle czuły i stabilny odbiór bardzo wysokich częstotliwości (krótkich fal), z czym ówczesne komercyjne radia zupełnie sobie nie radziły.

Przebieg historycznej łączności

25 i 26 listopada
Deloy zaczął nadawać próby w ciemno. Wysłał telegram do ARRL, informując, że zaczyna transmisję na 100 metrach. Schnell i Reinartz nasłuchiwali w USA i ze zdumieniem usłyszeli jego sygnał głośno i wyraźnie. Słyszeli go, ale… nie mogli odpowiedzieć, bo Schnell nie miał jeszcze ukończonego własnego nadajnika na pasmo 100 metrów!

Przez dwa dni Schnell gorączkowo lutował i składał swój nadajnik.

Noc z 27 na 28 listopada 1923 r.
Deloy ponownie rozpoczął nadawanie z Nicei. O godzinie 21:30 czasu wschodnioamerykańskiego (EST) wydał w eter serię wywołań. Następnie przeszedł na odbiór.

Schnell, mając wreszcie gotowy nadajnik, uderzył w klucz telegraficzny i nadał:

8AB 8AB 8AB de 1MO 1MO 1MO

Czekał w ogromnym napięciu. Po chwili w słuchawkach usłyszał ten charakterystyczny, szorstki warkot sygnału z Francji. Deloy odpowiedział:

RR RR QRK? UR SIGS QSA VY ONE MINUTE MINE TKS (Zrozumiałem, jak mnie słychać? Twój sygnał jest bardzo silny, poczekaj minutę, dziękuję)

Łączność została obustronnie potwierdzona! Chwilę później głos (a właściwie telegrafię) zabrał również John Reinartz ze swojej stacji (1XAM) i on również przeprowadził z Deloyem udaną wymianę znaków.

Rozmawiali ze sobą przez ponad dwie godziny, przesyłając pozdrowienia i gratulacje. Udowodnili to, w co inżynierowie z wielkich korporacji nie wierzyli: na krótkich falach, przy użyciu stosunkowo niewielkich anten i ułamka mocy potrzebnej w stacjach komercyjnych, można stabilnie połączyć Europę z Ameryką.

Eter został podbity 🙂

Przewijanie do góry